Perypetie antenowe

Po dłuższym czasie kolejny wpis z cyklu co tam u mnie.
Jako, że zaczynają się ferie, to padła propozycja wyjazdu w góry. Przez kilka dni byłem sceptyczny, bo tyle godzin drogi (ostatnio 12) jest jednak dość męczące ale finalnie stwierdziłem, że fajnie by się gdzieś wybrać.
Siedzę sobie przy wieży (coraz bardziej zmęczonej) gra, nagrywa, ale już nawet switche szaleją, ja przewijanie w przód, a ona mi record odpala. WRRR. Ale czemu tu się dziwić. Przeżyła już wiele imprez na dworze na działce, nawet jak warunki atmosferyczne mówiły weź daj jej żyć bo jest ziiiimno. Nie zimno Tobie? A, kto to jeszcze pamięta xD.
I to właśnie głównie o niej traktuje ten wpis. Stwierdziłem, że fajnie by zabrać ją ze sobą, aby można było w miarę sensownie posłuchać sobie muzyki, chociaż ostał się już jeden głośnik, drugi czeka na renowację.
Zastanawiałem się jednak, gdzie leży problem słabego odbioru stacji. Tezy były 3:
1. Przejściówka dokonała żywota. Nie było by to dziwne, gdyż kosztowała mnie chyba 3 złote.
2. Antena po długim użytkowaniu się skończyła. Przeżyła swoje lata i setki razy była ustawiana. Najczęściej latałem z nią po tarasie na działce w celu znalezienia najlepszej pozycji umożliwiającej sensowny odbiór największej liczby stacji.
3. Wejście w wieży jest do wymiany/konserwacji. Przejściówkę podłączałem i odłączałem dość często z racji przemieszczania się. Nie zostawił bym przecież mojej Aiwy na stałe na tarasie. Wracałem do domu, to chowałem ją do altany albo wiedząc, że przez jakiś czas nie będzie mnie w tamtych stronach zabierałem ze sobą.
Będąc ostatnio w moim ulubionym sklepie elektronicznym w którym kupiłem pierwszą, pytałem czy jeszcze je mają. Niestety nie było na stanie, ale miałem skontaktować się za jakiś czas gdyż miała się pojawić.
Dziś dzwonię i jest! No to cyk, do sklepu, przy okazji po krótki kabel 3,5 na trasę, gdybym chciał odpalić w aucie Sangeana i nagrać kilka lokalnych stacji z mijanych miast. Mam długie auxy, ale już kilkukrotnie przekonałem się, że podłączanie ich w samochodzie nie jest zbyt dobrym pomysłem. Dwa razy już przez to się przecież skończyły.
Po powrocie niczym prawdziwy Jakub Wędrowycz odkopałem antenę z pod sterty gratów i kabli, rozplątałem i podłączyłem.
Sygnał nadal tak samo słaby. Wzmacniacz podpięty do prądu, kabel dobrze wpasowany… HM? Wadę przejściówki więc można wykluczyć.
Zostały dwie możliwości. Odłączyłem więc wzmacniacz od prądu, aby upewnić się, czy to wieża, czy antena na podstawie zmian w sile sygnału. Stety lub niestety nie zaobserwowałem żadnej zmiany.
Wychodzi więc, że to antena. Albo gdzieś będzie trzeba przelutować kabel, albo spalił się wzmacniacz.
Ta druga opcja jest całkiem prawdopodobna gdyż od zawsze antenę podpinałem w ostatnie wejście listwy antyprzepięciowej, ale jakiś czas temu zorientowałem się, że przestało działać. Zapewne nie bez powodu. :/
Inna sprawa, że kilka miesięcy temu poprawialiśmy ułożenie kabelków we wtyczce antenowej, które po prostu się wysunęły. Może coś przez to przestało łączyć. Teraz pozostaje rozkręcić antenę i ewentualnie wziąć w dłoń lutownicę, bądź jeśli będę zmuszony sam dokonać serwisu… Wiadomo. Co jest moim ulubionym narzędziem do naprawy wszystkiego? Tak. Taśmę izolacyjną:D. Albo ewentualnie skręcę te kabelki na skrętkę. Nie robiłem tego lata, ale z głośnikami do pewnej wieżyczki to kiedyś działało. Co tam, że trzeba to było poprawiać kilka razy w roku. Ważne, że spełniało swoje zadanie.
Wieżę i tak zabieram ze sobą, gdyż w miejscu do którego jadę w ścianie jest gniazdko antenowe. Dlaczego więc z niego nie skorzystać? Mam przejściówkę, problem tylko w tym, że nie mam żadnego kabelka, przedłużacza antenowego co może być przydatne gdy okaże się, że wejście w niej jest na innej wysokości niż wyjście w ścianie.
Macie może na to jakiś patent, albo wiecie, czy taki kabelek istnieje?
Tymczasem lecę się pakować. Z racji ferii i wyjazdu pewnie znów ten czy inny z moich blogów na chwilę się uaktywni

EltenLink